Translate

środa, 3 września 2014

Z "końca europy" przygód kilka. Część 2.

No tak przecież ja zawsze muszę o czymś zapomnieć.
- Jak można zapomnieć karty kiedy od miesiąca słyszę jakie to piękne zdjęcia będą! - rzekł mąż
No cóż jednak można, trzeba po prostu być mną :)

Po szybkim prysznicu udaliśmy się na zwiedzanie...
Hotelu... hmm niewiele o tym napisze, wspomnę, ze hotel miał aż 3 gwiazdki dlatego opisze go trzema słowami.
Grzyb, smród i brud. Mina mi zrzedła, no ale przecież będę tu tylko spać wiec nie jest tak źle. :)
Udając się na poszukiwanie plaży, nie mogliśmy się odgonić od "naganiaczy"
"może kawa u nas?"
"może obiad u nas?
"może rybkę?"
"może stek?"
"na co byście mieli ochotę?"
"może później przyjdziecie?"
"może jutro?"

Maybe...
I tak co dwa kroki niektórzy byli wręcz nieuprzejmi swa uprzejmością, po prostu namolni a droga cala do plaży usłana była rożnego rodzaju restauracjami.
Czułam się nieco dziwnie ponieważ pierwszy raz byłam w miejscu aż tak napchanym turystami.
W końcu zmęczenie dawało znaki wiec daliśmy się namówić na kawę przy stoliku z widokiem na morze w pełnym słońcu. co nie muszę wspominać nie było dobrym pomysłem. Kawa kosztowała tyle co obiad w Anglii a do tego przybierałam jakiś czerwonawy odcień
Po kawie i lekkim posiłku zapragnęłam zamoczyć się w morzu.

-Jak to nie masz stroju? Kto jedzie nad morze i nie zabiera stroju?! - zdenerwował się mąż.
- No co?... Zapomniałam... -odrzekłam

Resztę dnia wiec spędziliśmy na poszukiwaniu stroju i karty do aparatu.
Taka prosta czynność jak kupno karty, okazała się nie być prosta. Zgubiliśmy się z cztery razy, parę razy okazało się ze chodzimy w kółko  a nikt z zapytanych nie umiał nam powiedzieć gdzie taka kartę można kupić. Zrezygnowana ze więcej zdjęć nie będzie ,postanowiłam chociaż zaopatrzyć się w strój kąpielowy w pierwszym lepszym sklepiku bo już mi się marzyło wejść do wody :)
i tu cud nastąpił w chińskim sklepiku pani miała upchana miedzy jakimiś pamiątkami, jedna, jedyna kartę pamięci pasująca do mojego aparatu bez zastanawiania się czy warto porwałam ja jak jakiś niesamowity skarb. Dowiedziawszy się ze skarb ten, z najmniejsza z możliwych, pamięcią kosztuje sobie 30 euro.
Skleroza- kosztuje. :)
Po krótkim plażowaniu zrobiliśmy się czerwoni i głodni, wiec postanowiliśmy coś zjeść zbliżał się wieczór. Czekajac na jedzenie dowiedziałam się również ze w Portugalii noce jednak są chłodne ;p
Zanim podano mi jedzenie zgrzytałam już zębami z zimna i miałam ochotę uciec do hotelu.
Wypiłam parę drinków na rozgrzanie i nagle sobie przypomniałam ze chciałam zobaczyć przecież zachód słońca nad oceanem :)
Zerwałam się w kierunku plaży, na co mój mąż zawołał za mną:
-Obudź się! jak żyje nigdy nie widziałem żeby ktoś oglądał zachód słońca o 22:30
-No tak jak zwykle coś - odrzekłam
Trzeba przyznać ze dzień faktycznie zleciał bardzo szybko i trzeba było już wybrać się spać żeby nie tracić dnia następnego.
Rano już od siódmej czekałam na śniadanie, nie mogąc się doczekać portugalskich nowinek i specjałów.
Jakież było moje zdziwienie gdy ujrzałam przed sobą herbatę z mlekiem i English breakfast...!!!













2 komentarze:

  1. Skloroza hehe...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam podobnie jak gdzieś jade :) Fajny blog

    OdpowiedzUsuń

Zostaw proszę ślad po sobie :) Każdy komentarz motywuje nas do dalszych wpisów. Jeżeli spodbal Ci się wpis, proszę udostępnij swoim znajomym by tez mogli zobaczyć. Wszelkie sugestie mile widziane:) Jezeli nie masz konta możesz dodać komentarz jako "anonimowy".